wtorek, 23 września 2008
Hachikoukai - A trio of Sakura & Koujo No Tsuki
Gosh, jak Ja dawno tego nie słuchałem. Odżyły wspomnienia. To był wspaniały wieczór, jedyny w swoim rodzaju. Szkoda że w ogóle moje życie nie jest takie jak kiedyś. Normalnie, jakbym tam był, szkoda tylko że jakość taka denna. Jeszcze coś miałem z japan week, jak wrzuce, to z update`uje post.
piątek, 19 września 2008
World`s End Girlfriend - Scorpius Circus
Cóż dziesięć minut, przy których świat mógłby przestać istnieć, wcale bym się nie zdziwił - ba, wyobrażałem sobie wiele razy (podczas słuchania), jak świat przestaje istnieć, a my - ludzie, wraz z nim.
Scorpius Circus, pewnie utwór utrzymany jest w tematyce wesołego miasteczka.
Hmm, wesołego, to tylko z nazwy. Jak dla mnie to się idealnie ten utwór nadaje, do soundtracka z któregokolwiek Silent Hill`a i wstawki w "wesołych miasteczkach".
Znam ten utwór na pamięć, to dzięki niemu przekonałem się do eksperymentów z noisem (wtedy na próby Mono patrzyłem z przekąsem), odkryłem że wielowątkowość i w ogóle taki wielki rozmach, znany z utworów klasyczych, można przenieść w XXI wiek.
Ja poprostu teraz leje wodę, tak naprawdę to ten tekst jest peanem na cześć tego utworu. Poprostu uważam ten utwór za genialny, mistrzowski i nie będzie tu nic obiektywnego. Scorpius Circus jest dla mnie tym, czym dla mainstreamu jest "We Are The Champions".
Zanim rzuce linkiem, uważam że przy tym utworze Katsuhiko Maeda, osiągnął perfekcjonizm w stylu, który konsekwętnie się rozwijał przez te wszystkie płyty i jest genialnym zwięczeniem jego twórczości.
Ofc. że jego kolejne utwory są dobre, wręcz też genialne, ale to poprostu inna liga. Ja nie porównuje Scorpius Circus do czegoś, to ma u mnie osobną gablotę.
To jest naprawdę utwór, przy którym świat się może skończyć. Oddałbym życie by zobaczyć jak WEG, gra ze swoimi playerami ten utwór na żywo.
Orginalna wersja:
Bardziej instrumentalna :
wtorek, 26 sierpnia 2008
World`s End Girlfriend - Give Me Shadow, Put On My Crow
Say...
This Is Wonderful
I`m Fine
I`m leave it
What are u looking it?
Get out! get out OUT!
What?
Say...
Everybody been
It`s secret
Personal
It`s not fair
This Is Wonderful
I know...
I feel sorry for...
get out get out...
Play a fish
But.. it`s dead
its..
aah...
What are u looking it?
get OUT get OUT OUT! FUCK!
Drop a mirror
The Fly...
Afraid...
FUCK OFF!
Did u like th...?
Nobody...
AAAAAAAAAAAAAAAAA!
Tekst spisany ze słuchu, zapewne popełniłem błędy, nie ma wszystkiego (m.in. japońskich słów i chyba 2 zdań).
Nie jestem też niektórych pewien.
Link rzuce potem.
niedziela, 10 sierpnia 2008
Mono - Op Beach
Cóż, znowu o Mono. Pewnie opisze wszystkie utwory i albumy, zanim opisze konkretnie coś innego. Co Ja poradze, że ich muzyka tak na mnie działa.
A co z tym utworem "nie tak", że poświęcam mu notkę?
Btw. To jest track z pierwszej płyty, którą autorzy, ocenili sami jako "bardzo młodą / niedojrzałą".
Utwór jest rzeczywiście oszczędny, nie ma rozwiniętych kompozycji, szaleństwa z dżwiękiem, jest tylko główny rytm i cicha gitara w tle (oczywiście perkusja też jest).
To tak jak pusta plaża, zniewala swoją surowością.
Dla mnie... Poprostu świat na chwile znika, jest tylko sama plaża.
Ta notka w stylu utworu, będzie oszczędna.
Fin.
sobota, 26 lipca 2008
World`s End Girlfriend - We Are The Massacre
Fajna godzina na pisanie posta biorąc pod uwagę, że prawie zasypiam na siedząco. Jednak biore się za to teraz, gdyż czekałem cały dzień, aż myśl mi się uformuję i będe mógł ją przelać na bloga. Nie moge z tym zaczekać, dlatego najpierw poleci post o kawałku, potem o wykonawcy.
Co ciekawe World`s End Girlfriend słucham tak długo jak Mono, gdyż właśnie WEG, było następne w odkrywaniu post-rocka (choć to w sumie eksperymentalny rock). Co ciekawe pisze o utworze, który w sumie dziś dopiero odkryłem. Choć lepszym słowem będzie zrozumiałem, bo słuchałem go już jakiś czas temu, ale wtedy dla mnie wiele nie znaczył i przełączałem na Scorpius Circus. Do rzeczy, utwór trwa prawie 6 min, co wg. mnie jest za mało by przedstawić wątek jakim jest "Jesteśmy Masakrą (zniszczeniem, destrukcją?)".
Zaczyna się nadzwyczaj spokojnie, spokojne tło, plusk wody, krzyk dziecka. Wchodzą skrzypce, perkusja, klawisze, w tle odgłosy, krzyki, urywki rozmów. I jak to ma oddać to że jesteśmy czymś nie udanym i że dążymy do destrukcji - Uda się to i genialnie. http://www.wrzuta.pl/audio/qeoY2XI1yF/world_s_end_girlfriend_-_we_are_the_massacre - Proponuje sprawdzić.
Planowałem opisać jak dokładnie interpretuje ten utwór, no ale po co skoro ktoś to właściwie zrobił za mnie.
Co ciekawe, przez pół dnia zastanawiałem się jakby wyreżyserował teledysk do tego, gdybym miał możliwość. Były dwie możliwości. - To jest jedna z nich. Co prawda inaczej sceny były by ułożone, byłby inny wybór i nie pokazywałbym w tak oczywisty sposób. Jednak sens i przesłanie, zostało oddane.
Drugą było jakby oddanie dosłownie tego co się dzieje w utworze. plusk wody, ukazane jako kąpiące się gołebie (miałem okazje widzieć je dzisiaj, a że zgrało mi się mniej więcej z utworem, to zostało mi to już skojarzone z tym na zawsze), krzyk dziecka które się wywróciło, naśmiewanie się, płacz, radość. Kamera by spokojnie wędrowała, ukazywała by ludzi o róznym stanie społecznym, w różnym wieku, tych pracujących i tych nie. Było by to przelatane z krótkimi scenami wszelkich nieszczęść spowodowanych przez ludzi, ale też takie które ukazywałyby ludzi z lepszej strony. Konkluzja miałaby być taka że w sumie ludzie nie są skazani na "Masakrę" i wszystko zależy od pktu, spojrzenia. W tym scenariuszu był jeden problem, gdyż początek zdecydowanie nadaje się na radosne sceny, a koniec, szczególnie moment kulminacyjny, na te smutniejsze - jednak by to wskazywało że mimo wszystko "We Are The Massacre".
Po krótkim zastanowieniu, dochodzę do wniosku że na początku "dobre" sceny mogą trwać po kilka sekund, a te złe przeplatane w formie zdjęć. A pod koniec na odwrót.
Poza tym uwielbiam ten utwór, reprezentuje mniej więcej to, co podziwiam w Katsuhiko Maeda`dzie. (WEG)
Ok czas iść spać. - teraz to mi się nie chce. :P
czwartek, 3 lipca 2008
Mono - Last Snow
Link: http://www.wrzuta.pl/audio/yzq2yFsYmb/mono_-_lost_snow
Mam nadzieje że osoba która to będzie czytać, przesłucha wpierw cały utwór, jeśli nie wytrzyma (rozumiem że może się nie podobać), proszę o nie czytanie tego co piszę potem. Gdyż możemy się nie zrozumieć.
Ten utwór bardzo mi się podoba, jak zresztą cała twórczość Mono. Jednak zajmuje się najpierw nim, gdyż jest dla mnie ostatnio bardzo ważny - utożsamia właściwie moje życie.
Spokojne, może wręcz radosne wejście, mocniejsza przygrywka by zaraz powrócić do tego samego, potem co raz głośniej, mocniej, co raz więcej uczuć. Jakich uczuć? Każdy czuje na własny sposób słuchając utworu.
Mi się ten utwór kojarzy z wyścigiem szczurów, rywalizacja, o marzenia, o posadę, o bezpieczeństwo, o miłość, o właściwie wszystko co może być teraz ważne. Wzloty, upadki, rozczarowania, ten utwór to odzwierciedla, ale to tylko do 10 minuty. Potem, następuję, jakby druga część, inna, choć ważna, bo bez niej ten utwór nie miałby sensu.
No ale jak opisać taki utwór? Mam każdą minutę analizować? Stwierdzać w którym momencie, weszła basówka, w którym perkusja jest mocniejsza? Mogę to zrobić, ale w ten sposób nie zrozumiem utworu. Opisać uczucia jakie towarzyszyły słuchaniu, jak by to miało wyglądać? Może wstawić jakiś obraz? Może jakiś film? Wszak muzyka uzupełnia wiele opowieści w ten sposób i sprawia że dopiero wtedy możemy je zrozumieć.
Jednak wstawienie filmu, dla którego utwór miałby być tłem, było by krzywdzące, gdyż osobiście uważam że jest to coś więcej niż zwykła piosenka, to jest opowieść. Lepiej było by napisać, "obraz, albo film który by stanowił dobre tło do muzyki" Oczywiście, każdy wstawi to co uważa za słuszne.
A Ja? Ja wiem co mogłoby być tłem dla tego utworu, a raczej to co zdarza mi się widzieć, słuchając go w ciszy i osamotnieniu.
O to moje "opowiadanie":
Widzę.. Człowieka ... Biegnącego człowieka, który oglądaja się co jakiś czas w tył. Ten człowiek nie ma czasu się zatrzymać i odetchnąć, bo coś go goni, Co go goni? On nic nie widzi, widzi tylko ciemność i kolejne budynki, śnieżnej wioski, przez którą przebiega.
Kiedy zaczął biec? Nie może sobie tego przypomnieć, wie że musi biec.
Czasem ten człowiek się cieszy, na tyle, na ile to jest możliwe, przy tak wyczerpującym biegu, czasem upada, głośno klnie, dysząc jak lokomotywa, lecz wstaje, nie poddaje się. Nie może się poddać... Dlaczego nie może się poddać? Przecież nic go nie goni... On sam nie wie dlaczego nie może. On sam nie wie dlaczego biegnie, zamiast usiąść i odpocząć. Czemu ważniejszy jest szaleńczy bieg? Czy on biegnie by się dowiedzieć?
Czy w tej wiosce jest ktoś dla niego tak ważny, tak ważny, że rzuca wszystko i biegnie, biegnie jak opętany. Czy może ten człowiek nic nie ma, stracił już wszystko, i właśnie ten bieg, jest jego ostatnią szansą, sygnałem, nadzieją? Nie wie, nikt nie wie, nawet on sam. Lecz musi biec.
Stara się przyśpieszyć, jakby wiedział że zaoszczędzony czas mu się przyda? Lecz kiedy będzie meta? Czy będzie cokolwiek, dzięki czemu może stwierdzić że to już koniec? Nawet tego nie wie. Jakby na narastającą w nim złość, reaguje wiatr, zaczyna wiać, popychając go do przodu. Jakby natura chciała mu pomóc w szaleńczym wyścigu.
Lecz on jest zły, jest mu zimno, nawet nie może się przyjrzeć jak jest ubrany, nie wie dokąd, ani skąd biegnie. Po co? Czy to ma sens? Chce sobie to uświadomić, zastanawia się na tym ze wszystkich sił. Nie może się dowiedzieć, bo tego nikt nie wie. Jest zły... Bardzo zły.
Krzyczy, głośno krzyczy. Dlaczego krzyczy? Co on woła? Czy kogoś woła? Kogo może wołać? On nawet nie wie czy ktoś tu mieszka, biegnie zbyt szybko, by zobaczyć czy światła palą się w oknach. Jakich oknach? Może nie ma okien, tylko zabite deski? Przebiega zbyt szybko. Budynek, jeden za drugim znika i pojawia się następny - a on nie może się zatrzymać. Dlaczego nie może?
Przestał wiać wiatr, w tym samym czasie, przestał krzyczeć. Może już ma dość, może nie ma siły?
Zastanawia się nad miejscem gdzie biegnie. Jak on tu się znalazł? Co było przedtem? Co będzie potem? Same pytania, na które nikt mu nie odpowie, a sam odpowiedzi nie zna. Cały czas biegnąc, próbuje się przyjrzeć, czy to są domy? sklepy? Może bloki? Wieżowce? Przecież to dziwne, nie jest w stanie dojrzeć nawet takich szczegółów. Śnieg, wszędzie śnieg i cisza... Cisza zakłócana jedynie sapaniem - tego biegnącego człowieka.
Kiedy zaczął padać śnieg? Nie przypomina sobie tego? Czy padał od kiedy się tu zjawił? Może był tu cały czas i śnieg pada nieprzerwanie. Czy to jest dla niego tak naturalne, że nie zdawał sobie z tego sprawy?
Zaczyna wiać wiatr, znowu, a on biegnie jeszcze szybciej. Wiatr wieje mu po oczach, sprawia że musi je przymknąć. Gdy tylko otwiera usta by zaczerpnąć powietrza, lodowaty wiatr dostaje się do płuc, boli... Bardzo boli. Dlaczego w takim razie szybciej biegnie? Chce się sam zamęczyć? On tego nie wie, nikt tego nie wie.
Jest zły, bardzo zły, złość w nim narasta, taka bezsilna, której nie da się pozbyć inaczej, niż krzykiem. Zdaje sobie z tego sprawę. Wiatr wieje co raz bardziej, śnieg sypie co raz mocniej.
Krzyczy, na tyle ile jego przemarznięte płuca i gardło mu pozwalają. Czy to jest krzyk pokonanego, może krzyk zwycięzcy? Przechodzi mu przez głowę "Może już zwariowałem? Czy tak wrzeszczy obłąkany człowiek?"
Nie wie tego, nikt tego nie wie. Tysiące myśli przelatują mu podczas biegu, jego mózg pracuje na pełnych obrotach, starając zrozumieć te wszystkie myśli, pytania, które powstały przez zaledwie kilka minut, a może przez całe jego życie? Lecz nawet tego, nikt nie wie.
W czasie biegu jego nastrój zmienia się wiele razy, zbyt szybko, by on sam mógł się nad tym zastanowić. Szczęście, smutek, złość, radość, nadzieja, albo jej brak. Czy tak wygląda walka o życie? Zaaferowany sobą i tym jak się zachowuje, ledwo dostrzega że wioska się kończy, a w oddali, gdzie już budynków nie ma, stoi wielki kamienny mur...
Biegnie szybciej, targany nadzieją, wiatr też wieje mocniej, jednak nie pomaga mu tym razem. Wieje mu w oczy, zwalnia go.
„Czy jak opuszczę tą wioskę to będzie koniec?”
Właściwie czy to była wioska? Czy to co jest w oddali to mur? Wszystko się zlewa w plamy, zero szczegółów, same kolory ma tle bieli, a on, sam, pośród tego wszystkiego.
"Co zrobić?" Pyta sam siebie, czy nie powinien się zatrzymać? Lecz przecież nie może. chce, ale nie może. Jego ciało porusza się bez jego woli. W którymś momencie, z pana swojego ciała, stał się biernym obserwatorem, na tyle bliskim, że odczuwa wszystko razem z ciałem, lecz na tyle oddalonym, by nie mieć nad nim władzy.
Mięśnie napięte do granic ostateczności. „to się źle skończy, musi się źle skończyć.”
Nie zauważył przeszkody, czy może nie chciał jej zauważyć? Dlaczego nie chciał? Czy chciał żeby mu stanęła na drodze? Czy miał nadzieje, że dzięki temu się wreszcie zatrzyma? Może nawet nie mógł się na tym skupić?
Wiatr w między czasie co raz bardziej wieje, to nie jest wiatr, to jest wręcz huragan, może nawet gdzieś w oddali szaleje tornado? Czy dlatego nie zauważył tej przeszkody? Jakiej przeszkody? Czy to był dół, murek, zwalony pień? Oczywiście tego nie wie, nikt nie wie.
Wywrócił się, bardzo boleśnie. Lecz się zatrzymał, to najważniejsze. Boli.. Wręcz BOLI, mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Leżąc, chce krzyknąć, ale nie może. Dlaczego nie może? Po raz pierwszy zdaje sobie z czegoś sprawę. Nie może, bo nie ma sił, nie może bo jest osiągnął granice wytrzymałości, nie może bo nawet nie ma powietrza w płucach.
Czy on jest kierowany przez jakąś siłę? Ktoś lub Coś, na tyle potężne że kieruję nim samym, a nawet pogodą? Myśli, myślał przez całe swoje życie, nigdy nie przestawał i nawet teraz leżąc pośród śniegu, otoczony budynkami, myśli. Choć przychodzi mu to z trudem, gdy próbuje się skupić boli go głowa. W międzyczasie, wiatr przestał padać, a śnieg sypał jak nigdy przedtem. Nastała Cisza, a jego ogarneły ciemności.
Otworzył oczy, a może cały czas miał otwarte? Spał, czy może był nie przytomny?
Mgła, wszędzie szarawo z odcieniami bieli. Ile on był w takim stanie, kilka minut, godzin, dni? Leżał cały czas w tym samym miejscu? To krajobraz się tak zmienił, czy może cały czas jego oczy nie są zdolne by oddać dobrze rzeczywistość i to jego narządy platają figle?
Podnosi głowę, robi to z wielkim trudem, rozgląda się. Mgła utrudnia widoczność, albo to nie jest mgła, a jedynie nie ma nic co wzrok mógłby zarejestrować. Śnieg, biel, osamotnienie.
Próbuje wstać, mięsnie z trudem pracują, udaje mu się. Chwiejnie rusza przed siebie, gdzie dojdzie? Czy oddala się od miejsca w którym zakończył swój bieg? Czy może wraca powoli, tam gdzie zaczął biec.
Staje, próbuje złapać oddech, przeszdł ledwie kilka kroków, gdyż stopy ciążą mu jak ciężary, jakby nogi miał z betonu. Próbuje się rozeznać się w sytuacji, ale to sprawia mu tylko ból. Ile tak stał? Minutę? Może kilkanaście?
Jego gardło wyschnięte na wiór, oddychanie stają się dla niego torturami, ale musi żyć. Musi? Właściwie po co żyje? Czy nie lepiej by było wreszcie przestać cierpieć? Po raz pierwszy od „przebudzenia” pomyślał o czymś.
Jakby jego mózg budził się ze snu, zaczał powoli się zastanawiać. Żadnych pewników, tylko mgła i śnieg.
Biegnie, musi biec, po co? Nie ważne „po co”, ważne że biegnie i że gdzieś musi dotrzeć. Teraz ma cel i nie może się poddać. Z początku powoli, gdyż jego mięśnie zastygłe i całe obolałe, lecz jakby po rozgrzaniu, zaczyna nabierać tempa.
Ile tak biegnie? W którą stronę? Cały czas tylko mgła i ten śnieg.
„Czyżby cały świat zginął? Wszystko zostało zmiecione? Tylko Ja zostałem?” Zatrzymał się, rozejrzał. „Nic to nie dało. Po co biec”, pomyślał.
I tak chodził, zostawiając po sobie ślady, które zaraz znikały, gdyż śnieg padał nie miłosiernie. Chciał pomyśleć o przeszłości.
BÓL GŁOWY, tępy ból, wychodzący z samego mózgu, ale czy na pewno? Szum, wrzask, to wszystko w jego głowie się dzieje, czy na zewnątrz?
Złapał się za nią, i prawie że upadł. Przekrwionymi oczami się rozejrzał.
Widzi ten mur, do którego tak dążył, jeszcze nie tak dawno... A może to było wieki temu? Jaki mur? Skąd on o nim pamięta?
Podszedł, oparł się o niego. Próbował sobie przypomnieć po co tak biegł. Znowu ten BÓL. Teraz upadł. Leżał trzymając się za głowę. Zamknął oczy. Pragnął zniknąć. Lecz cierpienia ustały w miarę szybko. Spróbował się rozejrzeć, ale nie był w stanie, muru nie widział. Nie mógł go widzieć, gdyż on był za nim.
Z trudem wstał, znowu się oparł. Wystarczy że o czymkolwiek pomyślał co było wcześniej. Wrzask, Wielki wrzask – w jego głowie, wielki BÓL. Lecz tym razem się na to przygotował, przynajmniej tak myślał, oparty o mur i zamkniętymi oczami poruszał się wzdłuż muru. BÓL ustał, ale tylko na chwile. Pojawił się, jeszcze większy, jeszcze mocniejszy. Upadł, przed siebie, nawet nie próbował zasłonić twarzy, jego wrodzone odruchy nie działały.
Tylko pomyślał o tym że cierpi i znowu BÓL, bardzo krótki, ale wystarczył.
Nie podnosił się, trzymał się za głowę. Płakał, cały czas, nie przestawał. Lezał i miał przed sobą mur, ale nie mógł tego wiedzieć, bo miał Jego ostatnią myślą było „I po co to wszystko było?” Lecz tego nikt nie wiedział, przecież nie mógł już nikomu o tym powiedzieć.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Jeśli ktoś chce umieścić ten tekst, bądż jego fragment na swojej stronie. Proszę o poinformowanie mnie na adres e-mail : bierkionline@gmail.com Bądż w inny możliwy sposób. Napisane przez SmoKe – Kun.
poniedziałek, 2 czerwca 2008
Zespół - Mono
"Mono - japoński zespół post-rockowy, założony w Tokio w 1999 roku."


"Grupa wykonuje rozbudowane (nawet dziesięciominutowe) intrumentalne utwory, oparte głównie na brzmieniu gitar, którym oprócz perkusji czasem towarzyszy także fortepian. Muzyka grupy jest bardzo emocjonalna, wyciszona i stonowana, czasami urozmaicana fragmentami nieco mocniejszymi, bardziej rockowymi.
Zespół jest znany z żywiołowych koncertów, jak również z doskonałego, wirtuozerskiego opanowania gry na instrumentach." - Wikipedia.pl
Sam od siebie proponuję przeczytać zawartość angielskiej wikipedii, gdzie jest dużo więcej na temat zepsołu.
Od siebie dodam że Mono tworzy bardzo emocjonującą muzykę, mówi się wręcz że uczucia jakie wydostają się z utworów są wręcz "surowe". Korzystają z trzech gitar - dwa elektryki i jedna basówka, perkusja i czasem pianino, skrzypce. W spokojniejszych partiach, grają klasycznie, spokojnie, stonowanie, by przejść w rockowo (ktoś by powiedział metalowo) partie. Grają utwory kilkunastominutowe, choć i zdarzają się kompozycje po kilka minut. Mnie to osobiście odpowiada, zresztą za ich sprawą doceniłem utwory trwające dłużej niż trzy minuty. W jednym utworze potrawią zmieścić taką mieszankę dżwięków, uczuć, wrażeń, emocji, wizji - że nie chciałem uwierzyć że to jeden kawałek. Myślałem "przecież z tego można zrobić trzy, cztery utwory." Teraz widzę że tak by się nie dało, właśnie Mono jest za to piękne, że potrafi tak zaskoczyć w jednym utworze. W ogólę to vocalu nie ma, za to też kocham ten zespół, a dlaczego, to w innej notce już. A kocham ten zespół jeszcze za to że rozwija się w kierunku samodoskonalenia, a nie nagrania hitu. Choć po 8 latach (czy nawet 9), mają za sobą trasy po Europie, Ameryce i ofkorz Japonii, są zespołem undergroundowym. Jak sami przyznają w wywiadach, koncerty mają na celu "spotkanie się z tłumem". A to co Ja nazywam samodoskonaleniem, inni uważają za proces zatrzymania się i braku pomysłów. Pod pewnymi względami mają rację, wszak 16.12 i Yearning to podobne utwory, wszak The Kidnapper Bell i Com(?) też mają coś wspólnego.
Jednak Ja to uważam za doskonalenie się, coś czego mi brakowało tak w innych zespołach. Faktem jest że przygodę z Mono zacząłem od drugiego albumu, by przejść do czwartego, potem znalazłem kolaborację z WEG, następnie skusiłem się na płytę trzecią, dalej szukałem czegoś nowego i znalazłem to EP`ie i piątej płycie, by skończyć na reszcie kawałków z drugiej poznać pierwszą. Lecz gdyby Mono za każdym razem tworzyło coś nowego, nie wiem czy było to by możliwe. Cały czas mam wrażenie że słucham jednego zespołu i uważam całą twórczość (po za płytą z WEG) za jeden album. I to mi pasuję. Przy okazji, jeśli mam być szczery, to jedynym krokiem jest pierwsza i druga płyta, gdzie różnica jest naprawdę zauważalna.
Mógłbym się dalej rozwodzić nad tym jak grają, nad ich techniką, przeanalizować utwory. Jednak tak się nie da. Po prostu dam linki do czterech utworów, róznych, z różnych płyt. Kto zechce to przesłucha, linki na dole. Jeśli kogokolwiek zainteresuję, to dać znać. :)
Co do płyty The Pamless Prayer // The Mass Murder Rerfrain nagranej z World`s End Girlfriend i Kronos Quartet (ale oni w ramach grania swojej partii)... Coś innego, poprostu Ja tego nie uważam za krok do przodu, a za wyskok w bok, choć jakże udany.
P.S. Będe miał jutro DVD z tras w Europie i Japonii. MNIAM! Opiszę to jak najszybciej! :]
Linki:
16.12 : LINK
Moonlight : LINK
Yearning : LINK
Memorie Dal Futuro : LINK

